Taniec różnorodności na festiwalu KRoki

Przez 9 dni Małopolski Ogród Sztuki w Krakowie gościł przedstawicieli tak różnych dyscyplin, jak taniec, teatr, improwizacja poprzez ruch czy stand-up comedy w ramach 2. edycji Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego KRoki.

Coś więcej niż taniec

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że taki festiwal był w Krakowie potrzebny. Po jego starszym o rok bracie – krakowskim, a dokładniej nowohuckim Festiwalu Tańca Współczesnego SPACE® (czytaj: SPACEr) ślad zaginął, tak więc KRoki nie mogły wybrać lepszego momentu, aby wskoczyć na scenę; nastąpiło to w 2013 roku.

Drugie urodziny KRoków nie były obchodzone z wielką pompą, ale przyciągnęły zagranicznych artystów i gości z całej Polski – zarówno przedstawicieli polskiego środowiska tanecznego, jak i osoby zainteresowane ekspresją poprzez ruch. Obok grona tancerzy, zaproszonych z zagranicy, występowali polscy artyści. Umożliwiono występy członkom młodych trup aktorskich, jak i profesjonalistom z kilkudziesięcioletnim stażem. Krakowskie kręgi reprezentowały postaci, związane z Teatrem BARAKAH i Hurtownią Ruchu – Iwona Olszowska (Eksperymentalne Studio Tańca EST), Piotr Skalski (Teatr im. Juliusza Słowackiego) czy Tomasz Foltyn (Teatr Tańca DF).  Zabrakło natomiast działającego przy Nowohuckim Centrum Kultury Krakowskiego Teatru Tańca.

Program Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego KRoki okazał się bardzo zróżnicowany. Obejmował nie tylko spektakle taneczne – głównie pokazy solistów, – ale także połączone z tańcem wykłady performatywne, stand-up comedy, prelekcje filmowe, spotkania z artystami, kiermasz książek o tematyce tanecznej, a nawet prezentację indyjskich sztuk walki. Gwiazdą Festiwalu stała się Virpi Pahkinen, choć trudno było pozostać obojętnym po występach Takako Matsudy, Jonathana Burrowsa i Mattea Fargione, Batarity czy Tomasza Wygody.

Kuratorki imprezy – Katarzyna Bester i Jadwiga Majewska, podzieliły harmonogram poszczególnych wydarzeń na cztery bloki tematyczne: „Inter – kulturę”, „Tradycję – awangardę”, „Dance – performance” oraz „Kulturę – naturę”. Tymczasem kategorie prezentowanych dzieł można mnożyć, zaczynając od tańca solowego, poprzez poezję i kontakt improwizację, na teatrze i nowych mediach skończywszy. 2. edycja KRoków nie była bowiem festiwalem tańca, ale przeglądem tańca i dyscyplin pokrewnych. Być może wydarzenie należałoby raczej nazwać Festiwalem Sztuk Performatywnych, ponieważ taniec w potocznym tego słowa znaczeniu stanowił tylko jeden z niemalże równorzędnych elementów imprezy. Niemniej same kuratorki podkreślały, że ważną rolę w tej inicjatywie odgrywały akcje performatywne, wykłady, spotkania z artystami czy prezentacja wydawnictw o tańcu współczesnym, nie tylko występy. Na kiermaszu najnowszych książek o tematyce tanecznej i performatywnej można było znaleźć prawdziwe perełki ze specjalistycznych oficyn, takich jak Polskie Wydawnictwo Muzyczne czy Wydawnictwo Księgarni Akademickiej. Nic dziwnego, że niektóre książki pod koniec Festiwalu były już niedostępne.

Pomysłodawczyniami Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego KRoki są kuratorki. Nad przebiegiem Festiwalu czuwała Iwona Kempa – reżyserka teatralna i Kierowniczka Artystyczna Małopolskiego Ogrodu Sztuki. Z technicznego punktu widzenia 2. edycja Festiwalu doszła do skutku dzięki wysiłkowi tych trzech kobiet, wsparciu kilkuosobowego personelu Małopolskiego Ogrodu Sztuki oraz zaangażowaniu wolontariuszy. Prawdopodobnie zastrzyk z MKiDN nie wystarczyłby na pokrycie kosztów imprezy, ale na szczęście udało się podreperować budżet również z innych źródeł, m.in. dzięki Ambasadzie Królestwa Niderlandów.

Ulubienica Bergmana zainspirowana Krakowem

Pierwsze dni Festiwalu odbywały się pod hasłem „Inter – kultura”. Otwarciu KRoków towarzyszył pokaz indyjskich sztuk walki Kalarippayattu z nożami i kijami. Taneczne, chwilami przypominające tai chi ruchy występujących nie emanowały jednak sceniczną grą, tak charakterystyczną dla występującej dzień później Takako Matsudy. W sobotę swój popis dał także duet z Grupy KIJO, która łączy w swojej pracy kontakt improwizację, taniec współczesny i teatr fizyczny. Takie podejście pozwala uniknąć dążenia do warsztatowej perfekcji, co znalazło odzwierciedlenie w przywodzącym na myśl acro yogę spektaklu „DO” Adriana Bartczaka i Michała Ratajskiego. Z kolei zaprezentowane na początku Festiwalu „Rocco”, za którym stoi dwójka holenderskich choreografów – Emio Greco i Pieter C. Scholten, – to queerowa sztuka, dotykająca tematyki niekonwencjonalnej, męskiej seksualności. Umieszczając przewrotnie scenę wewnątrz ringu bokserskiego i przebierając tancerzy za bokserów, Greco i Scholten pokazali metroseksualny typ piękna, gdzie wyżej niż siłę stawia się erotyzm. Taneczna parafraza boksu stała się pretekstem do nacechowania pozytywnie nienormatywnej tożsamości psychoseksualnej.

Jednak nie bez powodu to właśnie Virpi Pakhinen stała się twarzą Festiwalu – jej zdjęcie pojawiło się na plakatach, firmujących imprezę. Odpowiedzi, dlaczego sala nie była wypchana po brzegi podczas występu finlandzkiej Isadory Duncan można szukać jedynie w niedostatecznej promocji Festiwalu. Większość spektakli odstawało od „Three Solos” Pakhinen pod względem choreografii, techniki wykonania, oświetlenia, czy choćby scenariusza. Mieszkająca w Szwecji artystka jest nie tylko tancerką, ale także niezwykle wygimnastykowaną joginką, podróżniczką, choreografką i autorką książek.

Zaprezentowane w Małopolskim Ogrodzie Sztuki „Three Solos” są inspirowane jogą, zwłaszcza w pierwszym akcie bez trudu można rozpoznać zmodyfikowane asany, takie jak Paścimottanasana czy Gomukhasana.

Artystka bardzo wysoko podniosła poprzeczkę. Poprzez ekspresję ciała zdaje się wchodzić w stan głębokiego uduchowienia, emanując czymś nieuchwytnym i rzadko spotykanym u innych tancerzy. Jednak nie tylko ćwiczone przed lustrem układy odgrywaną ważną rolę w jej twórczości, ale także choreografia, kostiumy i dźwięk. Jak powiedziała Finka podczas spotkania, zorganizowanego po jej występie, „znajduję dom we wszechświecie choreografii”. Scena, w każdym tego słowa znaczeniu, stała się dla niej formą medium, za pomocą którego przekazuje piękno świata. Jednocześnie z postaci Pakhinen bije ponadprzeciętna siła i spokój, okraszony aktorską mimiką.

Pakhinen swoim sposobem bycia prezentuje pełen dumy, a zarazem pokory styl. Jej ruchy i gestykulacja, chociaż są wystudiowane i doprowadzone niemalże do perfekcji, przypominają liny, po których bezgłośnie wydobywa się wiadro ze studni życia. Przenoszą głębię i mądrość wewnętrznego „ja”, nie uroniwszy ani kropli. Tancerka zetknęła się z wieloma naukami Wschodu i można domniemać, że jej podróże zostały podyktowane chęcią lepszego poznania samej siebie. W swoich książkach choreografka opisuje egzotyczne wyprawy i smakowanie lokalnej kultury. W każdym kraju potrafi znaleźć inspirację. W Indiach stymuluje ją bogini Kali, w amazońskiej dżungli – doświadczany na własnej skórze rytuał Indian, a w Polsce – śpiewająca kobieta, którą spotkała w trakcie trwania Festiwalu w Kościele Przemienienia Pańskiego.

Virpi Pakhinen współpracowała z tak wybitnymi reżyserami, jak Ingmar Bergman. Początkowo naraziła się producentowi filmowemu swoją odważną fryzurą (tancerka jest ogolona na łyso, nosi jedynie wąskiego irokeza, którego zaplata w cienkie warkocze), z czasem jednak pozyskała jego sympatię, wręcz stała się jego ulubienicą, co zaowocowało angażem do sześciu spektakli. Finka z łatwością zaskarbia sobie również przychylność krytyków, którzy mieli okazję komentować jej pokazy w ponad 45 krajach, na pięciu kontynentach. Artystka była wielokrotnie nagradzana, m.in. otrzymała nagrodę Litteris et Artibus, szwedzki medal królewski za wkład w życie artystyczne. Współpracuje z BaletemOpery Fińskiej, jest także dyrektor artystyczną Virpi Pahkinen Dance Company.

Wysoki poziom niedzielnego programu był także zasługą Takako Matsudy, która uprawia teatr tańca i samodzielnie pisze teksty do swoich spektakli. Przez to, że ma męża Polaka, przez długi okres mieszkała w naszym kraju, współpracując z tutejszymi instytucjami. W zaprezentowanych „Listach od Lady L.” Matsuda bada rolę kobiety w kulturze współczesnej. Jej znakomite pod względem warsztatowym ruchy oraz silna mimika i przeszywający widza wzrok idą w parze z symboliką cienkiej tkaniny. Zmianę stroju na scenie artystka przebiera w taniec, zaś pokaz z welonem, kiedy to tancerka wykluwa się z materiału jak larwa – w smutną opowieść o losie żony.

„Tani wykład” dużych chłopców

Dalszy ciąg Festiwalu został wpisany w program „Tradycja – awangarda”. Dowolność formy niekiedy wiązała się z mierzeniem cierpliwości widza. Tak było w przypadku „Insight” w wykonaniu Janusza Orlika, który tak naprawdę zaczął tańczyć dopiero pod koniec występu. Spektakl – wspólny pomysł tancerza i Joanny Leśnierowskiej, można interpretować jako wizualizację szaleństwa. Dłużył się on jak film Jima Jarmuscha. Orlik – drewniany pajacyk, Pinokio tańczący przeważnie tyłem do widza, leżał, chodził na czworaka, klepał się po pośladkach, jednak kłamstwem byłoby stwierdzenie, że pięknie tańczył. O ile Pakhinen prezentowała zaawansowany stopień jogi, o tyle Orlik – poziom podstawowy, schodząc z psa z głową w górę do czaturangi na kolanach, co jest charakterystyczne dla początkujących adeptów i uznaje się za pójście na łatwiznę.

Na KRokach zaprezentowano nie tylko taniec i sztuki mu pokrewne, ale również takie formy artystyczne, jak stand-up comedy. Tak określa się żartobliwe, wyreżyserowane monologi, wygłaszane na stojąco przed publicznością. Do Krakowa udało się sprowadzić słynnego brytyjskiego choreografa, Jonathana Burrowsa oraz włoskiego pochodzenia kompozytora, Matteo Fargiona. Na Festiwalu zaprezentowali oni swoje dwa popisowe numery – poemat lingwistyczny „Cheap Lecture”, w którym dywagują na temat natury kompozycji i relacji między performerem/ tancerzem a publicznością oraz „The Cow Piece”, gdzie używają takich rekwizytów, jak figurki krów, aby poddać analizie istotę dzieła artystycznego. Poza poruszaną tematyką i wykształceniem performerów, ich występ niewiele miał wspólnego z tańcem.

Od tanecznej konwencji odbiegał także pokaz pracującej głównie w Austrii i Francji Agaty Maszkiewicz. Jej autorski spektakl, zatytułowany „Polska”, poddaje krytycznej analizie wizję kobiecości w naszym rodzimym wydaniu oraz stereotyp „łatwej” Polki. Wcielając się w wyuzdaną personifikację Polski, niegrzeczną dziewczynkę, buntowniczkę w biało-czerwonym kostiumie, artystka rozprawia się ze stereotypem Polski jako kraju, w którym panują wyższe wartości. Zniża się do poziomu dziewczyny, zaspokającej seksualne fantazje innych. Małpując tzw. pozycję na pieska, przejaskrawia stereotyp kobiety-dziwki. Pokazuje w krzywym zwierciadle te cechy Polaków, o których mówi się na Zachodzie, natomiast u nas pomija milczeniem. To rzeczywistość rodem z „Wojny polsko-ruskiej” Masłowskiej, gdzie patriotyzm sprowadza się do konsumpcji, podobnie jak kobietę. Nie bez przyczyny monolog Maszkiewicz, wygłoszony w trakcie występu, zaczyna się od słów, „Czym jest zaufanie?”

Kiedy zacierają się granice

Najbardziej niekonwencjonalne spotkania miały miejsce w ramach bloku tematycznego „Dance – performance”. Na trzy dni MOS zamienił się w laboratorium twórcze, w którym artyści badali możliwości działania performatywnego poprzez taniec. Określenia „performatywny” po raz pierwszy użył John L. Austin w 1955 r., tworząc neologizm od czasownika „performować”, co w polskim tłumaczeniu znaczy „wykonać”, „przedstawić”. Językoznawca zastosował stworzony przez siebie termin, aby podkreślić, że niektóre wypowiedzi kształtują rzeczywistość, do której odsyłają, są performatywne. [Więcej na ten temat można przeczytać w dostępnej na Festiwalu książce Eriki Fischer-Lichte „Estetyka performatywności”.]

Performatywność tańca udało się ukazać Iwonie Olszowskiej, choreografce, tancerce, nauczycielce kontaktu improwizacji i improwizacji jako performance. Wykład performatywny pedagożki o improwizacji tańca „Falling after Paxton”, przeplatany był żywymi ilustracjami w wykonaniu tancerzy. W miarę upływu czasu taneczna prelekcja stawała się coraz bardziej sugestywna. Olszowskiej udało się na tyle zaangażować widownię, że ta przyłączyła się do improwizacji poprzez kontakt. Dzień później podobny efekt uzyskała brytyjsko-niemiecka grupa Gob Squad, która swoim pokazem „Dancing about” nie tylko rozbawiła publiczność do łez, ale również zintegrowała się z nią poprzez ruch. W efekcie trupa taneczna zamieniła scenę w otwartą przestrzeń tańca.

Dużym zainteresowaniem cieszył się projekt Tomasza Bazana „Ja, Ty – My, Days for Dancing”. Artysta przez dwa dni realizował indywidualne sesje taneczne. Podczas 20 minut spędzonych sam na sam z reżyserem każdy mógł zatańczyć, porozmawiać lub ograniczyć się jedynie do obserwacji. Pomysł przywodzi na myśl projekt jugosłowiańskiej performerki, Mariny Abramović, która jako „Artystka nieobecna” przez 3 miesiące, po 7,5 godziny dziennie, 6 dni w tygodniu siedziała nieruchomo przed widzami w londyńskiej Tate Modern.

Polskie wcielenie Wacława Niżyńskiego

Pod koniec festiwalu kuratorki przywołały dychotomiczny podział na wytwory natury i człowieka, tytułując ostatni blok tematyczny „Kultura – natura”. W tej sekcji wystąpiła m.in. Batarita, absolwentka choreografii na Węgierskiej Akademii Tańca, która pracowała m.in. dla Narodowej Opery Węgierskiej. Artystka zaprezentowała interesujący spektakl na jednego aktora, wystawiony po raz pierwszy w Korei Południowej w ramach programu rezydenckiego Hooyong Performing Arts Centre. „Pory roku” nawiązują do natury człowieka pierwotnego i stawiają pytanie o jego miejsce we wszechświecie. Poprzez ruch Batarita budzi drzemiące w człowieku zwierzę, którego na co dzień boimy się drażnić, podąża w głąb ludzkich skrajności i porusza problematykę sił wyższych.

Jeżeli przyjęlibyśmy, że pierwsze i ostatnie przedstawienie, wystawione na sali widowiskowej w ramach 2. Edycji KRoków, tworzą klamrę, spinającą Festiwal, musielibyśmy przyznać, że prym wiodły nienormatywne przedstawienia męskości. Pierwszym spektaklem, pokazanym na dużej scenie, był „Rocco”. Imprezę zwieńczył natomiast solowy występ pt. „Niżyński. Święto snów” Sławka Krawczyńskiego. Obie sztuki czerpią z ikonografii gejowskiej, chociaż intepretowanie ich wyłącznie przez pryzmat nienormatywnej tożsamości byłoby zbyt dużym uproszczeniem.

Tomasz Wygoda zatańczył do „Święta wiosny” w wykonaniu New York Philharmonic, co stanowiło nie lada wyzwanie, biorąc pod uwagę fakt, że w scenicznej wersji baletu Igora Strawińskiego jest wiele ról do obsadzenia. Inscenizacja słynnej sztuki inspirowana była „Dziennikiem” oraz spuścizną, jaką pozostawił po sobie pierwszy odtwórca głównej roli, jeden z największych tancerzy baletowych, Wacław Niżyński. Spisywane przez tancerza nocne majaki wlane zostały w ciało Tomasza Wygody, który zamienił się w miękkiego, ale jednocześnie dzikiego i umęczonego bohatera. Sam Niżyński wsławił się nie tylko dzięki niekwestionowanemu talentowi, ale także za sprawą swoich skłonności homoseksualnych, co częstokroć znajdowało odzwierciedlenie w późniejszych inscenizacjach baletu.

Co ciekawe, ponad sto lat od premiery „Święta wiosny” inscenizacje tego utworu w dalszym ciągu wywołują szmery na sali. Nie inaczej było w MOS-ie w przypadku „Niżyńskiego. Święta snów”. Warto podkreślić, że jest to szuka, która bez trudu daje się umocować w szerszym kontekście. Przesycony metroseksualną wizją męskiego ciała scenariusz stawia mężczyznę w roli kobiety, która zazwyczaj pokazywana jest na scenie jako obiekt pożądania. Tym razem to aktor rozbiera się i uwodzi. Notatki Niżyńskiego stały się punktem wyjścia dla Sławka Krawczyńskiego, reżysera oraz autora koncepcji i scenariusza do wariacji na jednego tancerza, aby złożyć hołd rosyjskiej gwieździe baletowej.

Tanecznym KRokiem w stronę profesjonalnej imprezy?

KRoki są na dobrej drodze do tego, żeby zostać festiwalem solistów, ponieważ duża część pokazów ograniczała się do jednego tancerza. I bynajmniej nie należy tego poczytywać za wadę przedsięwzięcia. Sam program imprezy chwilami sprawiał wrażenie przypadkowego. Można np. zastanawiać się, dlaczego w sobotę odbył się pokaz Grupy KIJO czy spektakl „Rocco”, a większe atrakcje zostawiono na niedzielę. Ponadto, nie wszystkie spektakle prezentowały wysoki poziom. Festiwal przyjął pod swoje skrzydła tak amatorskie grupy, jak Dada von Bzdülöw. Nie do końca trafiony okazał się podział KRoków na cztery bloki tematyczne, ponieważ występy utrzymane były w wielu różnych konwencjach, niedających się zaklasyfikować w zgodzie a antropologicznymi, dualistycznymi schematami.

Niemniej jednak organizatorkom należą się wyrazy uznania za nowoczesne podejście do problematyki tańca i badanie jego oddziaływania na inne formy sztuki, ruchu, rozrywki czy sportów walki. Katarzyna Bester i Jadwiga Majewska poruszyły wiele wątków, które coraz mocniej lokują się w historii tańca.  Stworzyły Festiwal, który może zaciekawić nie tylko miłośników tańca współczesnego, ale także ludzi, niebojących się twórczych działań i szukających własnych form ekspresji. Repertuar KRoków okazał się na tyle złożony, że był w stanie trafić w różne, całkowicie odmienne gusta i oczekiwania. Sprowadzając do Krakowa artystów z wielu krajów oraz inicjując dyskusje z ich udziałem, inicjatorki imprezyusiłowały stworzyć platformę, która służyłaby wymianie myśli i doświadczeń. 2. Krakowskiemu Międzynarodowemu Festiwalowi Tańca Współczesnego KRoki wiele można wybaczyć ze względu na wiek imprezy.

Już pod koniec ubiegłego wieku taniec współczesny w Polsce zaczął być doceniany. Na polskiej scenie tanecznej prym wiedzie warszawski Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego Ciało/Umysł, który odbywa się od 1995 roku. W 2013 r. narodzili się rówieśnicy KRoków – Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego w Solecznikach i Połczyński Festiwal Tańca, dwa lata temu – wspomniany już krakowski Festiwal Tańca Współczesnego SPACE® i I Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego Warsaw Dance Days, od 2001 r. stolica może pochwalić się także młodzieżowym Ogólnopolskim Festiwalem Tańca Współczesnego PolemiQi. Od lat w Mielcu organizowany jest Ogólnopolski Festiwal Tańca Współczesnego „Kontrasty”, Lublin wsławił się dzięki Międzynarodowym Spotkaniom Teatrów Tańca, Pomorze ma Gdański Festiwal Tańca, a Bytom – Międzynarodową Konferencję Tańca Współczesnego i Festiwal Sztuki Tanecznej. Nazwy można mnożyć, a nam pozostaje tylko mieć nadzieję, że z listy tej nie znikną KRoki.

Reklamy

One thought on “Taniec różnorodności na festiwalu KRoki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s