Lenin ikoną 6. Grolsch ArtBoom Festivalu

6. Grolsch ArtBoom Festival w Krakowie wyemigrował w całości do twierdzy proletariatu. Towarzyszyło mu motto „Nowa Huta. Redefinicja”.

ArtBoom Festivalovi kibicuję od jego pierwszej edycji, zanim jeszcze sponsorem tego największego przeglądu sztuk wizualnych w Krakowie została firma Grolsch. W tym roku projekt w całości poświęcony został Nowej Hucie. Uczestniczący w 6. edycji Festiwalu artyści wzięli w nawias mit miasta idealnego, rozprawiając się z marzeniami, które nigdy nie zostały zrealizowane, ale również eksponując mocne strony krakowskiej dzielnicy oraz jej walory architektoniczne, które stanowią przewagę nad współczesnymi rozwiązaniami urbanistycznymi, charakterystycznymi chociażby dla Ruczaju. Kuratorem projektu, realizowanego w dniach 6-22 czerwca 2014 r. był Łukasz Białkowski, wykładowca na Wydziale Intermediów krakowskiej ASP i redaktor działu sztuk wizualnych w magazynie „Opcje”.
Niestety, z przedsięwzięciem rokrocznie jest ten sam problem. Ambitne deklaracje organizatorów nie zawsze mają przełożenie na rzeczywistość; w programie imprezy pojawiają się projekty, które nie dochodzą do skutku albo dosłownie są wyciszane. Tak było w przypadku instalacji dźwiękowej Franciszka Orłowskiego w Alei Róż, „Stary niedźwiedź mocno śpi”, słyszalnej początkowo z odległości wielu metrów. Realizując projekt w Nowej Hucie, w miejscu, które architektonicznie nie wydobyło się jeszcze z minionej epoki, artysta spróbował obudzić przysłowiowego niedźwiedzia. Utwór w nowej, nagranej specjalnie na Grolsch ArtBoom Festival wersji, przez niektórych interpretowany jako mamrotanie lokalnego pijaka, stał się kością niezgody, ponieważ zakłócał spokój okolicznych mieszkańców. Zapętlone nagranie rozlegało się w Alei Róż 6 dni w tygodniu przez 8 godzin dziennie. To właśnie protesty lokalsów przyczyniły się do tego, że nagranie zaczęto sukcesywnie przyciszać. INSTALACJA stawała się coraz trudniejsza do zlokalizowania, a co za tym idzie – interpretacji. Pracę Orłowskiego można odczytywać w wielu kontekstach, – jako próbę rozrachunku z demonami przeszłości, nawiązanie do minionego systemu, wyraz poczucia niepewności, które towarzyszyło mieszkańcom Nowej Huty z jednej strony i strachu przed władzą, którą można zbudzić dziś, np. poprzez sprzyjanie pewnym frakcjom politycznym, z drugiej strony.
W tym roku Aleja Róż przyciągnęła także Grzegorza Klamana. Artysta, którego praca znalazła się także na towarzyszącej festiwalowi wystawie „Oblicze dnia. Koszty społeczne w Polsce po 1989 roku”, umieścił na placu wielką białą chorągiew, tworząc „Plac Apatię”. Na widok obiektu nasuwają się skojarzenia z takimi pojęciami, jak kapitalizacja idei znakomitego miasta robotniczego, koniec marzenia o szklanych domach, które zostało utrwalone w nazwie jednego z nowohuckich osiedli, symbol porażek, ponoszonych przez strajkujących pracowników huty, gest ustąpienia poprzedniego systemu. I chociaż koncepcja, przyświecająca fladze, jest czytelna, to sam przedmiot, mimo swojego monumentalizmu, zlał się z nowohuckim krajobrazem, przystosował w sposób mimetyczny i zbyt doskonały, aby odsłonić fasadę codzienności. Postawienie masztu dokładnie w tym miejscu, gdzie niegdyś stał pomnik Lenina, może również stanowić próbę rozrachunku z przeszłością, która nigdy nie została zamknięta do końca.
Kolejną pracą, która świetnie wpasowała się w koloryt nowej Huty, jest projekt Sashy Kurmaz na Placu Centralnym „Chwała ludziom Nowej Huty”. Autorka ułożyła na trawniku napis ze sztucznych kwiatów „Chwała ludziom”, poprzez wybór materiału nawiązując do nienaturalnego tworu, jakim było miasto, wybudowane z myślą o przyszłych pracownikach Kombinatu. Posługując się estetyką z minionych lat, przywróciła Ludowi cechy ludzkie, tworząc z tekstu humanistyczną nakładkę na architektoniczne pozostałości aspiracji minionego systemu. Niestety, praca nie była widoczna ani od strony ulicy, ani ze środka skrzyżowania, ponieważ zlała się z rosnącymi wśród zieleni, na której powstała, kwiatami.
Na czele projektów niezrealizowanych znalazł się nagrodzony w konkursie Fresh Zone „Reset” Marty Frank. „Symboliczna próba »zresetowania miasta«. Na jedną godzinę w Nowej Hucie zgaśnie światło.” – obiecywali autorzy mini-katalogu Grlolsch ArtBoom Festivalu. Chociaż plany te ograniczono do Placu Centralnego, a mieszkańcy Nowej Huty mogliby przyłączyć się do akcji, pogrążając w ciemności własne mieszkania (o ile można liczyć na całkowity mrok latem o godzinie 21.00), to plany pokrzyżował krakowski ZIKiT (Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu).
W tym miejscu wypadałoby przypomnieć inną, w przeciwieństwie do „Resetu” udaną zabawę z włącznikami prądu, a mianowicie „Bródno” Pawła Althamera. O ile jednak mieszkańcowi warszawskiej dzielnicy udało się przeprowadzić akcję, zorganizowaną z okazji początku drugiego millenium, o tyle plany, związane z nowohucką realizacją, Marta Frank snuła bez zapytania konsultacji z lokalsami, a więc osobami, które bezpośrednio odczułyby skutki jej działań. W rezultacie przedsięwzięcia Althamera w bloku na warszawskim Bródnie zapalone o północy światła ułożyły się w napis „2000”. W ten sposób osoby, mieszkające w sąsiedztwie artysty, świętowały Nowy Rok. Niestety Frank zabrakło równie ważnego pretekstu do zabawy, co początek trzeciego tysiąclecia, a przerwa w dostawie prądu, zwana za komuny „dwudziestym stopniem zasilania”, zresetowała jej pracę zamiast Nowej Huty.
Być może mieszkańcy Alei Róż nie zdawaliby sobie nawet sprawy z przebiegu festiwalu, gdyby nie praca, która bezprecedensowo stała się ikoną festiwalu. Mowa tu o miniaturze fontanny, która nawiązuje do pomników Lenina. Jej odsłonięcie nastąpiło właśnie przy wspomnianym placu. Humorystyczna rzeźba przedstawia sikającego, fosforyzująco zielonego Lenina. W tym samym czasie, kiedy Lenin odlewał się na beton, przed Muzeum PRL-u w budowie można było obejrzeć makiety ze zdjęciami, dokumentującymi próbę podpalenia autentycznego pomnika przywódcy oraz oficjalną rozbiórkę monumentu.
O „Fontannie przyszłości” Bartosza Szydłowskiego i Małgorzaty Szydłowskiej zrobiło się głośno nie tylko w Polscse, ale również za granicą – pisał o nim nawet słynny londyński tabloid, „The Telegraph”. Żeby tradycji stało się za dość, praca wzbudziła kontrowersje. Sam pomnik odbył podróż, która skończyła się na podwórku obok Teatru Łaźnia Nowa, dołączając w ten sposób do dwóch tutejszych atrakcji – gigantycznego, drewnianego otwieracza do piwa Grolsch (obiekt jest o tyle absurdalny, że piwo to można otworzyć ręcznie) i kontuaru, który zaczęto budować podczas warsztatów artystycznych. Ten ostatni otrzymał nagrodę w konkursie Fresh Zone. Autorów katalogu raz jeszcze poniosła wyobraźnia. Bar, który „miał powstać z 10 tysięcy butelek po piwie (oczywiście marki Grolsch), okazał się sosnowym blatem, podpartym na szkielecie, w skład którego wchodziły półki ze szkłem po piwie. Do osiągnięcia deklarowanej liczby bardzo dużo brakowało.
Tak niefortunnie się złożyło, że w niedzielę, a więc wtedy, kiedy osoby pracujące mają czas na zwiedzanie, instalacja „Stary niedźwiedź mocno śpi” była nie działała (nagranie puszczano ze sklepu, który tego dnia był nieczynny). Nie udało mi się także zobaczyć wystawy fotograficznej „Nova Roma”, która powstała w trakcie zajęć, prowadzonych przez Martę Deskur z romskimi dziećmi – ARTzona im. C.K. Norwida, gdzie umieszczono ekspozycję, w niedzielę wczesnym popołudniem stała zamknięta na cztery spusty.
Zagadką pozostała lokalizacja gigantycznej rekonstrukcji żyrandola z Nowohuckiego Centrum Kultury, „1:1”. Teoretycznie praca miała być wystawiona w basenie NCK-ku. Podobnie półka z książkami i muzyką, z założenia podświetlana nocą i umożliwiająca odwiedzającym legalne pobieranie znajdujących się w niej dzieł, okazała się fatamorganą na betonowej pustyni.
Za to znakomicie prezentował się szyld „Markiza”, przywrócony do życia przez słynącą z neonowych dzieł Paulinę Ołowską. Artystka odtworzyła na rogu Os. Centrum A i Placu Centralnego niedziałający neon, który niegdyś wabił przechodniów do cukierni „Markiza”. Umiejscowione w nowym kontekście, w oderwaniu od lokalu, do którego były przypisane, jarzące się w nocy świetlówki są ukłonem w stronę starych dziejów, ale stanowią również drwinę z mieszaniny przeszłości i teraźniejszości.
Nie bez przyczyny podczas pierwszej edycji Festiwalu niektóre prace miały własną ochronę. Niektóre artboomowe obiekty w dalszym ciągu są sukcesywnie niszczone – tak było z projektem nowohuckiej artystki i laureatki konkursu Fresh Zone, Moniki Kozub, która zaanektowała przestrzeń ze swojego dzieciństwa na projekt „Ciepło/ zimno”. Opracowała ona trasę zwiedzania Nowej Huty śladem schronów, wybudowanych w latach 50. pod blokowiskiem. Wystające nad ziemią wywietrzniki wyglądają jak domki dla lalek albo budy dla psów. Tak dobrze wpisały się one w krajobraz czterech osiedli: Centrum B, Centrum A, Os. Hutniczego i Os. Szkolnego, że mieszkańcy nie zwracają na nie w ogóle uwagi. Monika Kozub opakowała włazy, które miały pełnić funkcję wyjścia awaryjnego ze schronu, srebrzącymi się w słońcu kocami termicznymi, nadając pozostałościom z czasów zimnej wojny kosmiczny charakter. Kocem termoizalacyjnym można przykryć człowieka na dwa sposoby: albo tak, żeby chronił przed przegrzaniem, złotą warstwą do góry, albo tak, żeby zapobiegał wychłodzeniu, srebrną stroną na wierzch. Autorka „Ciepło/ zimno” wybrała tą drugą metodę, tak jakby chciała nałożyć na ciepłe wspomnienia warstwę ochronną albo postawiła osiedlom diagnozę rozgorączkowanej dzielnicy. Poprzez tytuł nawiązała do dwoistości wspomnień, związanych z Nową Hutą. Z jednej strony artystka bawiła się pod schronami w wieku dziecięcym – stąd wiąże z nimi ciepłe wspomnienia. Z drugiej strony okres zimnej wojny (lata 1947-1991) był stał się dla tutejszych mieszkańców czasem niepewności. Dzielnica mogła stanowić łatwy cel bombardowania po wybuchu wojny koreańskiej (lata 1950-1953), ponieważ na jej terenie znajdowały się zakłady, produkujące stal. Wydarzenia, związane z komunizmem, obarczyły wspomnienia lokalnej ludności chłodem. Dokonując działania wirusowego i owijając „domki” folią, pracowniczka MSN-u chciała dać wyraz tej ambiwalencji. W ramach projektu odbył się spacer, podczas którego Kozub sięgnęła do idei powstania Nowej Huty, zaczerpniętej jeszcze z renesansu, a później powielanej podczas baroku i oświecenia, zgodnie z którą architektura, która nas otacza, wpływa na to, jak myślimy i postrzegamy rzeczywistość. Autorka nie tylko uzupełniała regularnie koce ratunkowe, które miejscowe babcie zrywały z troski o mieszkające w schronach koty, ale jako historyk sztuki przygotowała także profesjonalny wykład, podczas którego opowiedziała o ciekawostkach i detalach architektonicznych, charakterystycznych dla festiwalowego miejsca.
Niektóre projekty artystyczne, takie jak „Let’s trim our hair in accordance with lifestyle” Huberta Gromnego i Xawerego Wolskiego, wymknęły się spod kontroli i zaczęły żyć własnym życiem. Artyści odwołali się do komunistycznego dekretu w Korei Północnej, który regulował rodzaje fryzur, jakie mogli nosić obywatele. W ramach nagrodzonej w konkursie Fresh Zone inicjatywy każdy mógł obstrzyc się na Koreańczyka w postpeerelowskim zakładzie fryzjerskim Bobas, który pamięta socjalną demokrację w Nowej Hucie i przetrwał do naszych czasów w niemal niezmienionej postaci. W myśl zasady „jak dają, trzeba brać”, pula darmowych fryzur szybko się skończyła. Wiele osób skorzystało z bezpłatnego strzyżenia i opuściło Bobasa w uczesaniach, które nie miały nic wspólnego z koreańskimi standardami. Wszystko za sprawą właścicielki zakładu, która starała się tak dobrać fryzurę, żeby delikwentom było w nowym cięciu do twarzy.
Odwiecznym problemem ArtBoom Festivalu jest jego niewidoczność. Na tle imprezy rodzinnej, zorganizowanej w czasie jego trwania pod Nowohuckim Centrum Kultury, przegląd wypadł skromnie. Być może przyczyna niepowodzeń tkwi w tym, że sztuki wizualne w dalszym ciągu okazują się trudne w odbiorze dla mieszkańców Krakowa. Wśród zainteresowanych spotkałam głównie współorganizatorów, wolontariuszy oraz pasjonatów sztuki i kultury, brakowało jednak przypadkowych przechodniów. Sytuacji ArtBoomu nie poprawia fakt, że nie wszystkie realizacje dochodzą do skutku. Niektóre, na przykład „Fontanna przyszłości”, przemieszczają się w trakcie trwania wydarzenia, przez co trudno je zlokalizować, inne tracą swój artystyczny wymiar, co miało to miejsce w przypadku „Let’s trim our hair in accordance with lifestyle” czy instalacji „Stary niedźwiedź mocno śpi”. Od sześciu lat ze strony Festiwalu nie można pobrać programu w wersji pdf, a ten drukowany jest trudno dostępny i nie do końca nieaktualny. Ponadto dołączane do programu mapki przysparzają wielu kłopotów; okazują się mało dokładne, przez nawigacja po ArtBoomie przypomina jazdę z GPS-em po polnej drodze. Na szczęście w tym roku organizatorzy nawiązali współpracę ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, dzięki czemu Wielki Przejazd Rowerowy ulicami Krakowa startował również z Nowej Huty, a ArtBoomowe prace można było oglądać na jednośladach podczas zorganizowanych wycieczek rowerowych z przewodnikiem w ramach finału Święta Cyklicznego.
Wkład Grolsch ArtBoom Festivalu w dobra kultury Krakowa jest niekwestionowany, o czym świadczą liczne rzeźby, murale i instalacje z poprzednich edycji, podarowane miastu. Malunki Pikasa, Blu i Vovy Vorodniova czy tunel Mirosława Bałki „Aushwitzwieliczka” na stałe wpisały się w lokalny krajobraz. Jednocześnie organizowane przez Krakowskie Biuro Festiwalowe, magistrat i 6 Zmysłów wydarzenie ma niszowy charakter. Można to traktować jako zaletę albo wadę, jak jednak hołduję wizji sztuki ulicy, która stałaby się akceptowaną społecznie, widoczną równie dobrze co niegdyś łuki triumfalne częścią przestrzeni publicznej.

6. Glosch ArtBoom Festival w Krakowie
Nowa Huta – redefinicja
6-22.06.2014

Przeczytaj również „Cyrograf podpisany z demokracją – sztuka o przemianach ustrojowych”

(Relacja z wystawy w ramach 6. Grolsch ArtBoom Festivalu pt. „Oblicze dnia. Koszty społeczne w Polsce po 1989 roku”.)

CZYTAJ DALEJ

Reklamy

One thought on “Lenin ikoną 6. Grolsch ArtBoom Festivalu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s