Jan Peszek odprawił mszę w Krakowie!

Nie przez przypadek wystawiona podczas 39. Krakowskich Reminiscencji Teatralnych „Msza” miała krakowską premierę w niedzielę i trwała godzinę. Międzynarodowa publiczność KRT przyjęła spektakl Artura Żmijewskiego z dużym aplauzem – niektórzy przystąpili do komunii, dużo osób dało pieniądze na tacę. 12 października powtórzyła się sytuacja sprzed kilku lat, z Teatru Dramatycznego w Warszawie.
W nowej inscenizacji „Mszy” obok Jana Peszka wystąpił Bogdan Brzyski. Aktorzy zastąpili Piotra Siwkiewicza i Krzysztofa Ogłozę, znanych z pokazu w stolicy. Żmijewski, we współpracy z Igorem Stokfiszewskim, zobrazowali stereotypy i paranoje polskiego społeczeństwa, podsycane z przysłowiowej ambony. Lęk przed homoseksualnością, równouprawnieniem, edukacją seksualną i teorią gender został doszlifowany na potrzeby sztuki. Główni bohaterowie spektaklu z jednej strony wyostrzyli monotonię odprawianych w Polsce rytuałów, beznamiętnie recytując fragmenty liturgii i śpiewając z kościelną nostalgią pieśni religijne, z drugiej strony nużąca widza powtarzalność mszy została skontrastowana z przepełnionym demagogią, wręcz fanatycznym kazaniem. W rzeczywistości właśnie ta część obrzędu przybiera nieraz formę pełnych emocji występów, przywodząc na myśl przemówienia przywódców politycznych.

„W naszych czasach, kiedy kościół jest prześladowany, nawet w Polsce, każde przyjście do kościoła jest katolickim coming outem!” – grzmiał z ambony Jan Peszek.

Scenariusz „Mszy”, poniekąd znany katolikom z własnego doświadczenia, składa się z dwóch elementów – repetywności i ideologii. Umieszczenie obrzędu liturgicznego na deskach teatru stanowi specyficzny zabieg – wpycha widza w rolę, z którą ten niekoniecznie utożsamia się na co dzień. W tym przypadku Żmijewski skumulował na scenie mowę nienawiści. Angażując widownię w występ, zmuszając do uczestniczenia w pełnym namaszczenia rytuale religijnym, posadził odbiorcę po stronie nietolerancyjnego „wiernego”, zmusił go do refleksji, kazał zastanowić się nad nieomylnością dostojników kościoła, biorąc zarazem w nawias poglądy, które podziela duża część polskiego społeczeństwa. Artysta posłużył się wzniosłą oprawą, aby skomentować opinie, które często są bezmyślnie powielane. Zapożyczył język od internautów, zdeklarowanych katolików, a nawet polityków i przewodników duchowych.

Podobnej transgresji dokonała Maja Kleczewska, której słuchowisko „Hejt radio” miało premierę 7 października na antenie Radia Kraków, podczas tegorocznych Krakowskich Reminiscencji Teatralnych. Reżyserkę zainspirował spektakl Milo Rau „Hate radio”, wystawiony w trakcie 38. KRT.

W przypadku Żmijewskiego widz, a w przypadku Kleczewskiej – słuchacz, zostali wepchnięci w rolę pełnego uprzedzeń Polaka. Zarówno artysta, jak i reżyserka, wybrali pozornie obiektywne media – radio i kościół (postawienie ambony na równi z innymi środkami przekazu wydaje mi się całkowicie uzasadnione). O ile jednak Maja Kleczewska ubrała skrajnie prawicową nowomowę w spoty, audycje i reportaże, o tyle Żmijewski posunął się znacznie dalej, konfrontując widza z jednym z największych autorytetów w państwie. Wykonując dość prosty manewr, polegający na przeniesieniu liturgii mszy świętej na deski teatru, narzucił dość oczywistą interpretację nabożeństwa jako spektaklu.

Podczas kazania i ogłoszeń duszpasterskich dało się wyczuć pióro Igora Stokfiszewskiego oraz poczucie humoru, znane z filmu Żmijewskiego pt. „Katastrofa” – odpowiedzi na wydarzenia, jakie rozegrały się w Warszawie po śmierci pary prezydenckiej, w związku z tzw. obroną krzyża. Twórczość Żmijewskiego znacznie ewoluowała. To już nie jest sztuka krytyczna, którą artysta serwował w latach 90., ale zaangażowany politycznie paradokumentalizm.

Kiedy wychodziłam z teatru, stanęła mi przed oczami monograficzna wystawa Katarzyny Kozyry w Krakowie z 2010 r. – artystki, która nota bene niejednokrotnie współpracowała ze Żmijewskim. Wówczas pikietujący pod Muzeum Narodowym członkowie Stowarzyszenia im. Piotra Skargi domagali się zamknięcia ekspozycji, następująco uzasadniając swoje żądania w liście do Zofii Gołubiew, ówczesnej dyrektor MN: „Ze względu na takt i minimum przyzwoitości można przypomnieć tylko część „dorobku”, którym według Dyrekcji Muzeum Narodowego w Krakowie pani Kozyra zasłużyła sobie na tak prestiżową lokalizację dla swych „dzieł”: epatowanie filmami z udziałem pederastów, epatowanie dewiacjami seksualnymi, nagością ciał starych ludzi oraz profanowanie krzyża itp.”

W 2013 r. publiczność przerwała spektakl Do Damaszku” w reż. Jana Klaty, który także wystawiono na deskach Teatru Starego. W tym samym roku pod Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie protestujący wzywali do zdjęcia „Adoracji Chrystusa” Jacka Markiewicza. Podczas tegorocznego festiwalu Malta w Poznaniu ocenzurowano „Golgotę Picnic” Rodriga Garcii. Tym razem obyło się bez skrajnych emocji. W końcu duet Żmijewski – Stokfiszewski cytuje mantry, do których „wierni” już przywykli, a mowę nienawiści cechuje mimetyzm. Mimo to opuściłam teatr z mieszanymi odczuciami. Czy pomysł odgrywania „Mszy” w świeckiej przestrzeni pozostawia jakiekolwiek miejsce na dialog, czy wręcz przeciwnie – oznacza wznoszenie barykady podobnej do tej, jaka powstała pod krzyżem?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s