Rowerowa Warszawa – czy aby na pewno?

Gdy wyjeżdżałam, zostawiałam Warszawę rozkopaną, kiedy wróciłam – zastałam ją wyrowerowaną. Niemal na każdej ulicy wyrósł nowy biurowiec, a przynajmniej apartamentowiec. Trasę wzdłuż Wisłostrady, po której telepałam się codziennie autobusem przez 45 minut, teraz mogę pokonać w krótszym czasie, jadąc ścieżką rowerową. Jednak mój sen o mieście na dwóch kółkach co i rusz rozwiewają  piesi ignoranci, kierowcy egoiści i władze miasta, które często nie myślą ani o jednych, ani o drugich.

Nauczyłam się już nie ruszać w teren bez dobrego dzwonka. Używam go często dla celów edukacyjnych, żeby uświadomić  przechodniom, iż nie bez powodu ktoś oddzielił ścieżkę rowerową od chodnika pasem zieleni. Ta pierwsza ma umożliwiać rozpędzanie się co najmniej do prędkości, przekraczającej tempo poruszania się wózka dziecięcego. Powtarzam, rozpędzanie, a nie przepędzanie. Młodsi warszawiacy czasem przepraszają, że się zagapili. Najgorszy jest typ pieszego, który stoi na trasie, jakby czekał na czerwony dywan, dając rowerzyście do zrozumienia, że jego obecność na własnej drodze jest co najmniej nie na miejscu.

Dzwonię także na kierowców, którzy wymuszają pierwszeństwo na skrzyżowaniu ścieżki rowerowej z jezdnią. Ich zacietrzewione twarze świadczą dobitnie o tym, że siła przebicia dzwonka edukacyjnego dociera aż do ciepłych, niezadeszczonych kabin. Niestety, do takich zawadiaków najrzadziej przemawiają słowa rozsądku. Kiedy ostatnio zapytałam faceta za kierownicą, który jechał pod prąd jezdnią jednokierunkową, czy aby nie pomyliły mu się kierunki, zobaczyłam zza oddalającej się szyby samochodu salwę min, które bynajmniej nie świadczyły o tym, że ma ochotę przyznać mi rację.

Najbardziej życzliwą kategorię stanowią chyba piesi, których wymijam w deszczowe wieczory, kiedy próbuję dostać się do jezdni albo najbliższej ścieżki rowerowej. Wyrywam ich z zadumy powiewem jednośladu, zjeżdżam bezgłośnie z chodnika na trawnik, żeby nie kłopotać ich swoją obecnością, a oni ustępują mi grzecznie miejsca tak, że zmieściłby się za mną nawet Harley Davidson Street 750.

Mniej przychylności okazują mi właściciele drogich aut, zaparkowanych centralnie na środku trotuaru. Dzisiaj o mały włos nie zaliczyłabym czołówki na ul. Żeromskiego z nie brzydkich, nota bene, BMW, zaparkowanym w ten sposób, że na wyminięcie go zostało najwyżej pół metra. W takich przypadkach sięgam po kolejny środek edukacyjny w postaci straży miejskiej. Jeżeli ktoś nie wyśle w tej formie komunikatu o treści „nie myśl tylko o sobie, ten chodnik, to nie garaż w twojej willi pod Warszawą”, to kto to zrobi?

Stolicy można wybaczyć drobne niedociągnięcia, ponieważ mozolnie buduje ścieżki rowerowe, ścieląc przed nami lepszą, mniej kolizyjną przyszłość. Niestety, moją wizję miasta rowerów rozwiewają nieoznakowane miejsca, takie jak wiadukt nad ul. Armii Krajowej, przyczajony za Halą Marymoncką czy objazdy, np. koło metra Słodowiec. Ktoś stawia bez uprzedzenia na środku ścieżki rowerowej zakaz wjazdu, nie informuje jednak o tym, jak wydostać się z labiryntu robót drogowych. Tymczasem, próbując przeprawić od ul. Kasprowicza do Placu Grunwaldzkiego, nieopatrznie wjechałam na nieogrodzony wiadukt przy Parku Kaskada. Po drugiej stronie wyrosła przede mną siatka niespodzianka (na szczęście z wyciętą dziurą o wielkości człowieka) i zawieszony parę metrów nad ziemią, niedokończony mur, który z braku lepszej perspektywy musiał posłużyć mi za zjazd. Podobne atrakcji czekają na przechodniów przy ul. Okopowej, na trasie między Cmentarzem Powązkowskim a Rondem Babka, gdzie zakaz wstępu wyrasta bez zapowiedzi i nic nie wskazuje na to, żeby jego usunięcie było uzasadnione. To przykład remontu przewlekłego jak choroba. A wtedy nawet rower nie pomoże.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s