„Carol” – film dla kobiet, które chcą wytłumaczyć dzieciom, dlaczego się rozwiodły

„Carol” to ekranizacja kultowej powieści lesbijskiej, która ukazała się na początku lat 50. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych. Ze względu na bulwersującą jak na owe czasy tematykę, Patricia Highsmith wydała ją pod pseudonimem Claire Morgan. Dopiero po tym, jak publikacja stała się bestsellerem, miłośniczka Dostojewskiego, Gide’a, Conrada i Kafki podpisała się własnym nazwiskiem pod „The Price of Salt”, znaną odtąd jako „Carol”. I chociaż nie wypada „spoilerować” filmów, które jeszcze nie weszły do kin, warto podkreślić, że środowiska LGBT pokochały tę powieść za szczęśliwe zakończenie.

„Carol” vs. „Dziewczyna z portretu”

Przedpremierowe pokazy „Carol” w kinie Muranów, które miały miejsce w lutym 2016, zbiegły się w czasie z polską styczniową premierą wzruszającego obrazu o pierwszym transseksualiście, który dokonał operacyjnie korekty płci, „Dziewczyny z portretu”. I chociaż produkcja tych dwóch filmów nie miała ze sobą nic wspólnego, to jednak trudno jest nie rozpatrywać jednego przez pryzmat drugiego.

Oba wpisują się w nurt kina kostiumowego, chociaż akcja „The Danich Girl”, bo tak brzmi tytuł oryginału, rozgrywa się w latach 20. w Kopenhadze, a nie w Nowym Jorku w połowie XX wieku. Każdy z obrazów opowiada o trudnej miłości, która wymaga wielu wyrzeczeń. Dodatkowo oba tytuły powinny przypaść do gustu fanom ekranizacji powieści Sary Waters. Wreszcie atutami obydwu filmów jest obsada aktorska. W przypadku „Dziewczyny z portretu” na uwagę zasługuje  Eddiy Redmayne, uhonorowany Oscarem za znakomitą grę w „Teorii wszystkiego”.

Dwa nazwiska obsypane nagrodami

W „Carol” uwagę widzów przyciągają aż dwa elektryzujące nazwiska: Cate Blanchett w roli zniewalającej, pełnej klasy nieheteroseksualnej kobiety po czterdziestce oraz Rooney Mara w roli introwertycznej lesbijki, która dzięki relacji z hipnotyzującą mężatką odnajduje siłę, aby rozwijać swoją życiową pasję i odrzucić zaloty mężczyzn, do których nie czuje ani miłości, ani pożądania.

Obie aktorki za pierwszo- i drugoplanową rolę w „Carol” były nominowane do najbardziej prestiżowych filmowych nagród: Oscarów i Złotych Globów, otrzymały także szereg innych nominacji, m.in. od Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych (BAFTA) oraz Gildii Aktorów Ekranowych. Film Todda Haynesa dostał nominacje do Oscarów w sześciu kategoriach, zaś Rooney Mara została okrzyknięta najlepszą aktorką na Festiwalu Filmowym w Cannes w 2015 roku.

Subtelna gra w melodramatycznym wydaniu

Zetknęłam się z opinią, że Rooney Mara gra mdło i jednorodnie. Zawiedzione mogą poczuć się zwłaszcza osoby preferujące ją w ostrzejszych kreacjach, np. z „Dziewczyny z tatuażem” Davida Finchera. Trzeba jednak częścią winy za taki stan rzeczy obarczyć odpowiedzialnego za scenariusz Phyllis Nagy, który nie może pochwalić się szczególnym dorobkiem w tej dziedzinie i reżysera. Ten ostatni rozpracowywał już motywy nieheteroseksualnych romansów w takich filmach, jak „Daleko od nieba” czy „Idol”.

Zdecydowanie lepiej w nieheteroseksualnym duecie wypada Cate Blanchett – jej postać przesączona jest charakterem znanym widzom z innych głośnych produkcji kinowych. Aktorka, która co poniektórym zapadła w pamięć jako wspierająca Gandalfa elfica z „Władcy pierścieni”, w 2013 r. zgarnęła wiele nagród za rolę Jasmine w „Blue Jasmine” Woody’ego Allena, z kolei w 2004 r. dobrą passę przyniosła jej rola Katharine Hepburn w „Aviatorze” Martina Scorsese’a. Niejednej kobiecie trudno byłoby oprzeć się granej przez nią postaci w realu.

Alternatywa na leniwą niedzielę

„Carol” jednych zachwycił, innych zawiódł. Pary, które przywykły do odważnych scen rodem z nieocenzurowanej, pełnej wersji „Życia Adeli”, uśmiechną się z przymrużeniem oka. Rodziny, które szukają lekkiego dramatu na niedzielne, najlepiej świąteczne południe, zwłaszcza te nienormatywne, nie muszą obawiać się uczucia zażenowania, ponieważ w filmie trudno znaleźć sceny dozwolone od 18 roku życia. Zwłaszcza, że pierwsze sceny w „Carol” utrzymane są w Bożonarodzeniowym klimacie czapek Świętego Mikołaja, świeżych choinek i prezentów, tak więc mamy kolejną alternatywę dla „Kevina samego w domu”. Wręcz szkoda, że polska premiera nie odbyła się pod koniec roku.

Tytuł: „Carol”
Reżyseria: Todd Haynes
Scenariusz: Phyllis Nagy
W rolach głównych: Cate Blanchett, Rooney Mara
Polska premiera: 4 marca 2016
Światowa premiera: 17 maja 2015

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s