„Buried alive in the blues” – Natalia Sikora dla Janis Joplin

Fot. Maciej Głowacki, materiały Teatru Polskiego

„Nie chcę, żeby to dziwnie zabrzmiało, ale dokończyłam to, czego Janis nie miała siły dokończyć” – powiedziała Natalia Sikora podczas koncertu „Buried alive in the blues” w Teatrze Polskim. Piosenkarka napisała tekst do utworu Joplin o tym samym tytule. I zaśpiewała go w taki sposób, że nie powstydziłaby się tego sama Janis Joplin.

Amerykanka nie zdążyła dokończyć „Buried alive in the blues”, ponieważ w 1970 roku zmarła. Jeżeli jednak można mówić o tym, że w trakcie wykonania tego kawałka ktoś został pogrzebany żywcem, to przede wszystkim sama Natalia, która od dziecka jest fanką Janis Joplin i ma do niej stosunek absolutnie zaangażowany. Wgryza się w to, co zostawiła po sobie bohaterka epoki dzieci kwiatów i wypluwa coś nowego,  dokładnie przetrawionego na samotnej wyspie muzyki. Brzmi to mniej więcej tak:

Projekt „Buried alive in the blues” powstał na urodziny Janis Joplin i jest w całości jej poświęcony. „Znam się z nią tak naprawdę od dzieciaka w tym mentalnym i duchowym sensie” – wyjaśniała Natalia Sikora w styczniu 2016 r. na antenie Jedynki Polskiego Radia. Ta fascynacja sprawia, że występ nabrał charakteru osobistego pojedynku między aktorką a najgroźniejszymi demonami, które można wywołać tylko przez specyficzną odmianę muzyki – poruszającej, wzruszającej i smutnej.

Natalia Sikora ma ten rzadki rodzaj głosu, którego wibracja pozwala przebudzić się albo zasnąć na zawsze. Jednak, w przeciwieństwie do narkotyków, nie da się go przedawkować.

2 kwietnia 2016 r. w Teatrze Polskim zespół wystąpił w składzie: Natalia Sikora – wokal, Piotr Proniuk – Hammond, Marek Kuczyński – perkusja i Marek Popów – gitara. Był to drugi po premierze w teatrze IMKA koncert grupy w całości poświęcony Joplin. W programie znalazło się aż 21 utworów z repertuaru amerykańskiej piosenkarki, w tym wspomniany „Buried alive in the blues”.

Przeczytaj także: Dwoje indywidualistów na jednej scenie

Tak z tematu koncertu tłumaczy się sama Sikora na stronie Teatru Polskiego: „W wieku 28 lat wcieliłam się w Janis Joplin. To moje najważniejsze spotkanie z Janis. Chodzi o to, że patrzymy sobie od tego momentu prosto w oczy i w sam środek serc. Jakby pękła tama na wielkiej rzece. Tak zrodził się ten wodospad. To, co dotarło do mnie przez ten czas, domaga się wreszcie ode mnie zaśpiewania Koncertu z Janis Joplin. »Buried alive in the blues« to moje najsłuszniejsze spotkanie z Janis Joplin, na które jestem już gotowa, bo nasze życia, silnie się uzupełniając, na to zasłużyły.”

Koncerty Natalii Sikory są jak przeszczep szpiku kostnego – bolesne, a do tego nie wiadomo, czy się przyjmą. Jeśli jednak słuchacz nie odrzuci głosu wokalistki, wychodzi obolały, ale zmieniony na lepsze. Tak też było z długo wyczekiwanym „Buried alive in the blues”. Początek występu upłynął w pełnym niepokoju wyczekiwaniu, kiedy wreszcie nastąpi transplantacja i czy się uda. „Trust me” – śpiewała Sikora i warto było jej zaufać, ponieważ w przechadzającej się boso po scenie kobiecie kotłowała się lwica bluesa. To zwierzę skacze do gardła, ale nie zabija, dopada swoją ofiarę, lecz ostatecznie pozwala jej wstać, klaskać, tańczyć i krzyczeć.

Muzyczne spektakle Natalii to długa i wyczerpująca operacja – zarówno dla niej samej, jak i dla osób, które nie poddają się brutalnemu prawu dżungli jej strun głosowych. Czy Sikora jest artystką zrozumianą? Wątpię. Publiczność struchlała przez większość koncertu w klatkach teatralnych krzeseł zdaje się przeczyć jakiemukolwiek zrozumieniu. Z drugiej strony wypchana po brzegi Duża Scena Teatru Polskiego pozwala mieć nadzieję, że zrozumienie przyjdzie z czasem. Czy laureatka drugiej edycji „The Voice of Poland” wywołuje ciarki na ciele? A kto ich nie ma, kiedy ktoś przystawia do gardła ostre kły własnych słabości, przed którymi na co dzień staramy się uciec?

Może zainteresować cię również: Zaduszki z Rock’n’Rollem i Natalią Sikorą

Jej muzyka nie pozostawia obojętnym. Dlatego niezwykle trudno jest odbierać ją za szprychami teatralnego aplauzu. Zadaję sobie czasem pytanie: dla kogo są te występy? Dla nas, czy dla niej samej? I chociaż znam odpowiedź i wiem, że najważniejszymi gośćmi Natalii Sikory są ci nieżyjący fizycznie, ale wskrzeszeni mentalnie – czy to Janis Joplin, czy też Cyprian Kamil Norwid, to jednak łudzę się, że coś nowego narodzi się także we mnie. Ale żeby do tego doszło, trzeba najpierw dać się złamać.

Koncert „Buried alive in the blues” był prywatną podróżą po orbicie duchowości. Publiczność odeszła na dalszy plan, zostając za głęboką fosą pełną nut. Była nie tylko widownią odciętą, ale i pociętą na kawałki przez bolesne doświadczenie pełni.

Każdy występ Sikory jest inny, ale jej głos pozostaje nieludzki, a przez to obłędnie prawdziwy. Natalia zachowuje się jak lwica, która właśnie upolowała antylopę. Chłepcze łapczywie krew muzyki, a dźwięki, które przy tym wydaje, bryzgają na widownię. Niektóre są kłujące jak kolce kaktusa, inne koją jak szept ukochanej osoby, a jeszcze inne cieszą jak dobry orgazm – oczywiście w sensie metafizycznym.

Koncert Natalii Sikory „Buried alive in the blues”
02.04.2016, Duża Scena Teatru Polskiego, Warszawa

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s