PJ Harvey: The Hope Six Demolition Project na Torwarze

PJ Harvey trzy dni po swoich 47. urodzinach dała koncert na warszawskim Torwarze. W przeciwieństwie do solowego występu w Sali Kongresowej (2008), tym razem przyjechała do Polski z 10-osobowym zespołem. Brytyjka zaczęła od sztandarowych kawałków ze swojej ostatniej płyty, „The Hope Six Demolition Project”, która stanowi rodzaj pacyfistycznego manifestu. To właśnie tego longplaya promuje podczas trasy koncertowej, w ramach której odwiedziła Polskę.

Ubrana w miniówkę i kurtkę z czarnych piór PJ Harvey przypominała bohaterkę „Czarnego łabędzia”. Jej wygląd zatrzymał się w miejscu kilka dekad temu, a wysokiej klasy sprzęt akustyczny, z którym grupa nie rozstaje się podczas koncertów, stanowi idealnie dobraną oprawę dla jej możliwości wokalnych. Poprzez takie utwory jak „River Anacostia” PJ Harvey zaprowadziła publiczność do strefy mroku, smutku i samotności. Poetka, songwriterka, producentka, kompozytorka i multiinstrumentalistka należy do tego grona osób, których możliwości sceniczne stanowią wartość dodaną do nagrań studyjnych. O ile słuchanie jej płyt można porównać do jedzenia cukierka w papierku, o tyle na koncercie poznaje się gorzkawy, anyżkowy smak jej głosu.

PJ Harvey rozpoczęła występ od najnowszych, antyrządowych utworów, aby podczas dalszej części koncertu rozpocząć wycieczkę do swoich korzeni. Zagrała sztandarowe utwory z ostatniej płyty, takie jak poświęcony problemowi uchodźców „The Comunity of Hope”, opowiadający o śmierci arabskich dzieci „The Wheel” czy „The Ministry of Social Affairs”, podczas którego Terry Edwards odpłynął na saksofonie na głębokie wody najlepszego gatunku jazzu. Nie zabrakło również okruchów dla wiernych fanów – „Down By The Water” czy „To bring you my love”. O ile kiedyś te ostatnie piosenki stanowiły podstawę do szufladkowania wokalistki w gatunku alternatywnego rocka, o tyle teraz jej twórczość ewoluowała do poziomu zabawy konwencją i żonglowania rożnymi stylistykami, które grupa penetruje od lat.

Na Torwarze wystąpiły dwie PJ: współczesna – refleksyjna, zaangażowana politycznie oraz ta rockowa, z pazurem i ekspresją wydrapaną z miłosnych doświadczeń. Symbolicznym przejściem od jednej do drugiej stało się zdjęcie przez wokalistkę czarnych piór. W każdym wcieleniu artystka prezentuje dojrzałą twórczość i klingę języka, którym precyzyjnie rozkraja zastaną rzeczywistość. Jednak ta zgrabna kobieta otoczona mężczyznami w ciemnych garniturach nie jest i już nie będzie zbuntowaną dwudziestoparolatką z „Dry” czy „Rid of me”.

Występ PJ Harvey stanowił spójną, przemyślaną całość dopracowanych do perfekcji scenicznych miniatur. Zresztą ten sam scenariusz artystka odegrała podczas tak ważnych wydarzeń, jak festiwal Edden Sessions w Kornwalii. Wśród wystudiowanych popisów nie zabrakło też miejsca na krótką rozmowę (bodajże na początku „Is this desire”) i dobiegające z playbacku dźwięki ulicy, które zostały umiejętnie wkomponowane w show.

W 2011 r. wokalistka wróciła na muzyczną scenę po kilku latach przerwy, którą zrobiła sobie po nagraniu „White Chalck” z 2007 roku. Tym razem zaproponowała polityczny album „Let England Shake”. Podobnie jak „Stories from the City, Stories from the Sea” z 2000 r. krążek pozwolił jej zgarnąć prestiżową nagrodę Mercury Music Prize. Na kolejny album kazała czekać aż do kwietnia br., kiedy to ukazał się „The Hope Six Demolition Project”.

Urodzona w angielskim Yeovil Polly Jean Harvey muzyką zajmuje się od lat 80., a solową karierę rozpoczęła na początku lat 90., śpiewając z Robem Ellisem (perkusja) i Stevem Vaughanem (bas). Od 1995 r. współpracuje z Floodem i Johnem Parishem, z którymi nie rozstała się do dzisiaj. Obaj zajmują się produkcją jej utworów, a Parish dodatkowo komponuje dla niej muzykę, gra z nią, śpiewa w jej chórkach, a także jest zaangażowany w zespole Eeels i realizuje własny projekt. Sama artystka też zajmuje się produkcją, co miało miejsce w przypadku albumu „Uh Huh Her” z 2004 r., który samodzielnie nagrała i wyprodukowała.

Swojego ostatniego longplaya wydała w Island Records, gdzie debiutowała w 1992 r. z krążkiem „Dry”. Album powstał pod wpływem podróży, które odbyła na przestrzeni czterech lat. Udała się do Kosowa i Afganistanu, gdzie towarzyszył jej znany fotograf i filmowiec, Seamus Murphy, a także zwiedziła slumsy w Waszyngtonie. Projekt muzyczny uzupełnia tomik poetycki, który napisała pod wpływem przeżyć z podróży, „The Hollow of the Hand”.

Najnowszy krążek PJ Harvey został nagrany w zeszłym roku w londyńskim Somerset House. Ta XVIII-wieczna, położona w Westminsterze rezydencja na przełomie wieków była siedzibą wielu urzędów. Zaprojektowane przez Something & Son studio nagrań na jeden miesiąc zamieniło się w instalację artystyczną – zrealizowany we współpracy z galerią Artangel „Recording in Progress”. Studio przypominało swoją formą zamkniętą, przeszkloną z jednej strony skrzynkę, dzięki czemu można było podglądać artystkę oraz orszak jej orszak muzyków, producentów i inżynierów. Na przełomie stycznia i lutego ur. miejsce zostało udostępnione dla zwiedzających na okres 4 tygodni.

PJ Harvey jest zaangażowana w życie artystyczne. W czerwcu zgodziła się skomponować muzykę do spektaklu Iana Ricksona pt. „Gniazdo”, a 22 października pojawi się na Festiwalu Słowa Mówionego Woerdz w Szwajcarskiej Lucernie. Przedstawienie Ricksona ma mieć swoją premierę w Lyric Theatre w Belfaśćie, a później zostanie wystawione w londyńskim the Young Vic’s Maria theatre.

PJ Harvey
12 października 2016
Torwar, Warszawa
Organizator: Rockloud

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s