„Mnich z morza”, czyli urlop w klasztorze

Po trzech latach „Mnich z morza” Rafała Skalskiego trafił na duży ekran. Dofinansowałam projekt na Polak Potrafi, więc siedząc w kinie, czułam się trochę jak osoba, która pomogła znaleźć dom dla szczeniaka i przyszła zobaczyć go jako dorosłego psa.

Skalski nakręcił film o wyświęcaniu mężczyzn na „tymczasowych” mnichów w Tajlandii. Tradycyjnie, każdy dorosły Taj powinien przynajmniej raz w życiu przywdziać mnisie szafy i wstąpić do klasztoru. Uroczystość wyświęcenia na mnicha jest hucznie obchodzona przez całą rodzinę, podnosi także prestiż społeczny. Na czas monastycznego życia można dostać urlop w pracy, a w metrze w Bangkoku wiszą tabliczki zachęcające do ustąpienia siedzenia mnichowi.

Skalski dowiedział się o powszechnym zwyczaju wyświęcania na mnicha z artykułu, który w 2009 r. opublikował „Przekrój”. Historia na tyle go zainspirowała, że postanowił nakręcić film dokumentalny. Aby zrealizować swój cel, odbył dwie podróże do Azji, pozyskał korespondentów w Tajlandii i przeprowadził internetowy casting na bohatera, który zgodziłby się wstąpić do klasztoru w towarzystwie ekipy filmowej. Nie przez przypadek na potrzeby dokumentu wybrał świątynię u wybrzeża morza, którego poziom podnosi się przez zmiany klimatyczne. W klasztorze, któremu grozi zalanie, mieszka zaledwie kilku mężczyzn, ale mimo to opat inwestuje w kompleks. Na filmie Skalskiego możemy obserwować budowę gigantycznego pomnika Buddy, który w opinii eksperta runie w ciągu kilku lat od momentu postawienia ze względu grząski grunt, lokalne sztormy i sposób wzniesienia konstrukcji. Walka o przetrwanie świątyni stanowi metaforę kondycji współczesnego buddyzmu.

W „Mnichu z morza” nie znajdziemy natchnionych świętoszków, ani medytujących w dżungli Azjatów. Film Skalskiego nie jest ani o religii, ani o wielkiej przemianie duchowej. Muśniemy za to prozy życia korpoludków z Bangkoku, zobaczymy, jak imprezują i co ich bawi. W film został również wpleciony wątek gejowski. Obraz może być interpretowany jako ironiczny komentarz do społecznych konwenansów albo próba odmitologizowania religijnych rytuałów.

Podobno Tajowie śmieją się podczas projekcji filmu. Również Polacy mogą spojrzeń na dokument Skalskiego z przymrużeniem oka. Wbrew pozorom, nasze kultury mają wiele cech wspólnych. Łączy nas religijny patos czy szacunek dla tradycji. Europejczycy, podobnie jak Azjaci, często wpadają w pułapkę powierzchowności. Wyjeżdżają na odosobnienia buddyjskie, ale nie potrafią znaleźć spokoju i wyciszenia. Tak, jak nasz bohater, nie potrafią odciąć się od wirtualnej rzeczywistości nawet na dwa tygodnie. W „Mnichu z morza” fantazmat czystości duchowej kontrastuje z pozwalającymi się na łonie natury śmieciami, a cywilizacja demaskuje krzywy zgryz wyidealizowanej tajskiej przyrody.

„Mnich z morza”
Reżyseria: Rafał Skalski
Produkcja: Centrala Film, 2016, 68′
Dystrybucja: Wrocławska Fundacja Filmowa

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s