Twin Peaks, Sezon 3. Lynch pokazał, że ma klasę

David Lynch jest w dobrej formie. Podchodzi do dwóch pierwszych sezonów „Miasteczka Twin Peaks” z dużą dawką autoironii. Agent Cooper w roli „Boba” oraz jego ogłupiałe alter ego stanowią złotą ramkę dla flegmatyczności w amerykańskim stylu. Trzeci sezon, „Twin Peaks – The Return”, został dopieszczony pod względem kostiumów, dialogów, zdjęć i, – naturalnie, ścieżki dźwiękowej. Sączy się wolno jak gęsty likier i tak naprawdę dopiero w czwartym odcinku nabiera przyspieszenia.

Pewnie nie przez przypadek grono agentów FBI, którzy badają siły nadprzyrodzone, głowi się nad postacią przypominającą ufoludka. Naturalnie przychodzi na myśl trzynasty sezon „Z Archiwum X”, do którego w 2016 r. powrócili: odmłodzona Dana Scally i postarzały Fox Mulder. Wątki obu seriali zazębiają się ze sobą, co świadczy o intertekstualności Lyncha. W końcu obie produkcje są niemalże rówieśniczkami. Trzeba jednak przyznać, że na tle czterech pierwszych odcinków trzeciego sezonu „Twin Peaks”, które amerykańską premierę miały 22 maja, a polską – 23 maja br., „Z Archiwum X” blednie. O ile Lynch udowodnił, że rozwija się jako reżyser i kompozytor, o tyle trzynasty sezon „Z Archiwum X” bazuje na dawno ogranych szlagierach. „Twin Peaks” proponuje rocznikom 80. to, za czym stęskniły się najbardziej, czyli dawne czasy, które przechodzą swój renesans w modzie czy muzyce, tymczasem Chris Carter poddał lata 90. bezrefleksyjnej reanimacji.

David Lynch i Mark Frost, bo nie należy zapominać o współtwórcy scenariusza do trzeciego sezonu „Twin Peaks”, odbili się od historii Laury Palmer jak od trampoliny i najwyraźniej dobrze się bawią, skacząc po róznych konwencjach i niepowtarzalnym klimacie kultowego miasteczka. Nowy „Twin Peaks” przypomina wielogodzinny wideo art. Jest w nim dużo campu (na wydechu od czwartego odcinka), kiczu, rezerwy i dystansu do samego siebie, o czym świadczy chociażby kreacja postaci przygłuchego Gordona Cole’a odgrywanej osobiście przez autora „Mulholland Drive”.

Mimo przejaskrawionych ról płciowych, pod warstwą szowinizmu ukrywają się duże pokłady ironii. Ponadto Lynch daje wyraz swoim upodobaniom muzycznym i czuwa nad ścieżką dźwiękową w duchu dawnych lat jako projektant dźwiękowy. Każdy odcinek kończy się koncertowym nagraniem, do którego zaproszono reprezentantów hipsterskiej sceny. Wyjątek stanowi pierwsza część z niemymi napisami – ukłon w stronę Angelo Badalamenti’ego, dzięki któremu śmierć Laury Palmer kojarzy nam się z taką, a nie inną muzyką. Kompozytor powrócił do trzeciego sezonu razem z całą plejadą gwiazd „Twin Peaks”. Mimo to widz może odnieść wrażenie, że przez te 25 lat, które minęły od nakręcenia „Twin Peaks: Fire Walk with Me”, serial żył własnym życiem. Zresztą intencją reżysera było pozwolić historii Laury Palmer wypaść z ryz. Dzięki temu zyskuje na tajemniczości i nie traci niczego ze swojej psychodelii, a jednocześnie może być traktowana jak oddzielna, niezależna produkcja w odcinkach.

Reklamy

One thought on “Twin Peaks, Sezon 3. Lynch pokazał, że ma klasę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s